|
Polecamy:
informacje prasowe:
najczęściej czytane: | Wywiad z Lechem Wałęsą data dodania: 20.02.2006 Jarosław Rybus: Panie Prezydencie, pierwsze pytanie, które nasunęło mi się po tym, jak zobaczyłem te niezliczone okienka rozmów na Pańskim monitorze - czy odezwał się do Pana któryś z dawnych znajomych? Wykorzystał fakt, że niejako otworzył się Pan w Internecie?
Lech Wałęsa: Bardzo dużo ludzi! Odezwali się znajomi, których znałem kiedyś, w czasach Solidarności albo Prezydentury. Ktoś tam z wojska się zgłosił. Przed chwilą odezwał się niejaki pan Bujak, to samo nazwisko, to samo imię, ale to ktoś inny, ktoś z Katowic... Jak widzę, to bardzo dużo ludzi z tego korzysta! I to ludzi, którzy przejmują się tym, co się dzieje teraz w Polsce. Pytają mnie, jak widzę niektóre rzeczy. Jestem wychowany na prostych zasadach: jeśli zgodziłeś się coś zrobić, to zrób to dobrze. Jestem więc nauczony zasady: jak wiesz jak, to rób. Jeśli widzę, że coś można zrobić, to ja się włączam. I w tym bałaganie stwierdziłem, że mogę coś podpowiadać, a więc piszę, dyskutuję. A czy ktoś to wysłucha, czy też odrzuci to jest inna sprawa, ale ja mam czyste sumienie. JR: Odpowiada Pan na zapytania skrótowo, czy też toczy dłuższe dyskusje? LW: Różnie. Ponieważ dopiero zacząłem korzystać z komunikatora, to staram się odpowiadać krótko. Czasami dołączam treść jakiś dokumentów, oświadczeń, pism. Wyjaśniam niektóre sprawy. Wiele osób oczywiście zaprasza do dłuższej dyskusji, niektórzy pozdrawiają, dziękują za to, że teraz Polska jest inna. Dużo było pytań o to, co teraz dzieje się w Polsce. Niektórzy żalą się, że ich zbywam, ale staram się odpowiadać każdemu, nie zawsze może w wystarczającym zakresie. Jak tylko włączę komputer, to natychmiast są wiadomości. Natychmiast. W domu też korzystam z Gadu-Gadu. Jest wiele spraw do wyjaśnienia, na przykład dlaczego rozwiązałem Sejm, pytają o wyprowadzenie wojsk ZSRR z Polski, czy też o porozumienie z Aleksandrem Kwaśniewskim. JR: W znacznym stopniu przyczynił się Pan do rozwoju demokracji w Polsce. Dzisiaj korzysta Pan z jednej z jej głównych zdobyczy - wolności słowa, a ona z kolei jest jedną z głównych zalet Internetu... LW: Komuniści mieli problem - mogli albo hamować rozwój, albo ustąpić. Chcieli wszystko kontrolować, nawet maszyny do pisania były kontrolowane, pamiętam, jak mi zabrali taki stary magnetofon Grundig. Dzisiaj, w dobie Internetu, czy wcześniej, gdy wchodziły anteny satelitarne, to mieliby problem - bo żeby w tych warunkach utrzymać system, to trzeba by do każdego domu dokooptować kilku policjantów i jednego szefa, żeby nam wybierał numery, mówił, gdzie mamy dzwonić, w jakim zakresie korzystać z Internetu... Kiedy na rynku pokazały się anteny satelitarne, to pozwolenia na antenę wydawał sam minister spraw wewnętrznych! Proszę sobie to wyobrazić. To jest teraz nie do pomyślenia. A ludzie tego nie pamiętają. Nasza rewolucja była zdjęciem kajdanów, hamulców na rozwój. Napierała informacja, napierała ekonomia. A ona nie mieści się w kraju. JR: W jaki sposób rozpoczęła się Pana przygoda z komputerami? LW: Kiedyś znałem wszystko - oporniki, kondensatory, wiedziałem, co to jest anoda, katoda... A na komputery i Internet wpadłem przypadkiem. Jechałem kilka lat temu do Japonii i mój instytut kupił mi komputer, laptopa. I patrzę, ale ja go nie mogę popsuć... Powiedzieli mi, że jakby się coś zacięło, to wystarczy zresetować. Zacząłem z niego coraz częściej korzystać w podróżach. Ale, jako człowiek starej daty, zastanawiałem się, jak to jest zrobione - ponieważ dotychczas wszystko musiałem wiedzieć - co, jak, dlaczego, którędy? Musiałem też to zrozumieć. Dlatego postanowiłem, że wszystkie komputery u mnie w biurze poskładam sam. Kupiłem tylko podzespoły, pełen nadziei, że dzięki temu nauczę się, na jakich zasadach to wszystko działa. Złożyłem chyba z dziesięć komputerów i nic się nie nauczyłem. Bo tam jest tak, że wszystko pasuje tylko w jeden sposób, wszystko poklejone, schowane. Napracowałem się, złożyłem wszystko. I pracuje do dziś. Ale nic się nie nauczyłem w sensie mojej koncepcji, czyli jak, co, dlaczego, w jaki sposób.... I dlatego zawsze do samolotu zabieram ze sobą trzy komputery - taki mały telefon z komputerem, palmtop i laptop. Bo zawsze boję się, że jeden z nich może nie wypalić. To jest ta stara mentalność. JR: Podobno Pan sam stworzył sieć komputerową w swoim biurze? LW: Tak. Ostatnio to chyba do 20 wieczorem siedziałem i robiłem przy sieci. Bo wiem Pan, ja jestem takim pasjonatem, że zapomniałem o jedzeniu, o żonie, o wszystkim. Wszystko, cała sieć, która jest tutaj w biurze, jest przeze mnie wykonana. Mam teraz tutaj chyba z sześć komputerów. JR: Z jakich aplikacji najczęściej Pan korzysta? LW: Ponieważ pół roku zazwyczaj jestem za granicą, jeżdżę na wykłady na wszystkie kontynenty, to piszę teksty w samolotach na komputerze. Kiedyś woziłem ze sobą drukarkę i drukowałem. Teraz mam taki mały palmtop. A więc komputer służy mi głównie do pisania. A dlaczego zacząłem korzystać z Gadu-Gadu? Po pierwsze chciałem to sprawdzić, a po drugie chciałem sprawdzić, jaka jest kondycja społeczeństwa. Żona tylko narzeka, że za dużo przy tym siedzę. JR: Wracając jeszcze do tematu rewolucji, tym razem w kontekście Gadu-Gadu, które ma aż ponad 5 milionów użytkowników: czy mając takie narzędzie byłoby łatwiej przeprowadzić rewolucję? LW: Rewolucja musi mieć podstawę, musi być klimat na rewolucję. Tamta rewolucja miała sens, bo był chaos, było blokowanie rozwoju, nie można było jeździć po świecie, tamten system był niewydolny i już sam komuniści zaczynali zdawać sobie z tego sprawę. A więc był klimat pod rewolucję. Teraz rewolucja tego typu jest niemożliwa. Ludzie wykonują skoki w swojej historii, a potem czołgają się. A więc był skok w rewolucję październikową, skok w wojnę, skok Solidarności, a teraz nie ma gdzie skakać, bo tak: system ekonomiczny przesądzony - trzeciej drogi nie ma, system polityczny właściwie przesądzony - trzeciej drogi nie ma. Kamienie były wtedy, kiedy nie można było zostać prezydentem, nie było demokracji, wolności, to wtedy kamieniami sobie pomagaliśmy. A dzisiaj ta epoka nazywa się epoką intelektu, informacji i Internetu. A więc używanie kamieni to nie z tej epoki. JR: Czy utrzymuje Pan kontakt poprzez Internet z zaprzyjaźnionymi politykami? LW: Nie mam na to czasu. Mój problem jest taki - jestem elektrykiem, mam 8 dzieci, byłem przewodniczącym związku, prezydentem - kto ze mną wytrzyma? Nie da rady. Jestem wieloboistą. Kumple elektrycy - no fajnie, przyjdą, ale każdy ze mną inaczej rozmawia. Jestem indywidualistą i samotnikiem. Nie mogę nikogo spasować, kto by wytrzymał. Obojętnie kogo biorę: polityk - to chce coś na mnie zarobić, elektryk - no to właściwie nie dam mu zarobić, bo sam w domu wszystko robię. To jest dramat takiego człowieka, jak ja. Człowieka, który właściwie z pozycji elektryka wyskoczył przez Nagrodę Nobla, ponad 100 doktoratów. Kto to wytrzyma? Medali... 10 razy więcej niż Breżniew. A więc trudno mieć przyjaciela. Przyjaźń jest na innych zasadach, na jakimś zaufaniu, partnerstwie, pomocy. Miałem kiedyś przyjaciół, jak byłem spokojniejszy. JR: Panie Prezydencie, z pewnością przegląda Pan fora dyskusyjne w polskich portalach informacyjnych, czy zdarza się Panu komentować artykuły, wydarzenia? LW: O tak, i to bardzo często! Wdaję się w dyskusje. Podpisuję się otwarcie - Lech Wałęsa. Kiedyś miałem zabawną przygodę na jednym z portali! Ktoś podpisał się Lech Wałęsa i ostro polemizował z internautami... Lepiej dyskutował ode mnie. Miał lepsze pomysły, niż ja. Włączyłem się więc do dyskusji i piszę, że to ja jestem Lech Wałęsa. Odrzucili mnie internauci, nie uwierzyli. Dopiero na końcu dyskusji, jak już się trochę uspokoiło, to nawiązałem z nim rozmowę, piszę, że to nie wypada się podszywać, a on na to, że jest... moim klonem. To był chyba jakiś sympatyk, robił to lepiej ode mnie, odpowiedzi miał bardziej precyzyjne. Do dziś nie wiem, kto to był. JR: W jaki sposób rozpoczął Pan korzystanie z komunikatora Gadu-Gadu? LW: Widziałem, że wiele osób z niego korzysta, również sekretarki u mnie w biurze. Na forach dyskusyjnych bardzo się męczyłem, nie dawałem rady, tu odpowiedzieć, tam odpowiedzieć. W końcu w komunikatorze zauważyłem, że mogę wiele rzeczy wyjaśnić, więcej niż na czatach. Bo na tych forach to odpychają, spychają, ginie się w tym wszystkim. Wiadomości na GG mam tysiące! Staram się odpowiadać większości osób, chciałbym wszystkim przynajmniej się pokłonić, napisać, że np. teraz wyjeżdżam do Warszawy, informować na bieżąco... Jest to naprawdę ciekawa rzecz. Bardzo się z tego cieszę. Chcę korzystać z Gadu-Gadu w różnych miejscach na świecie, dlatego mam zainstalowany komunikator również w laptopie, aby mieć w każdym miejscu kontakt, nawet w samolocie, chociaż tam dużo pieniędzy biorą za Internet, ale... co się nie robi dla Gadu-Gadu....
|
ostatnio dodane: |